HYDEPARK

MAKE ROGAL NOT WAR

czyli o prawie do smaku

Listopad. Jak co roku: zaczyna się wspominaniem tych, którzy odeszli, potem następuje wspomnienie odzyskania niepodległości przez nasz kraj. W Poznaniu i w Wielkopolsce szczęśliwie dochodzi dodatkowe zdarzenie. Imieniny ulicy Św. Marcin i ROGALE. Nie będę tu wspominał całej tradycji świętomarcińskiej, nawet jeśli ktoś nie zna, łatwo znaleźć tę wiedzę w czasach Internetu. Chcę pisać o czymś innym. O prawie do smaku. Dyskusja ta narasta, zwłaszcza po wpisaniu w 2008 roku naszego rogala do rejestru chronionych nazw pochodzenia i chronionych oznaczeń geograficznych w Unii Europejskiej. Otóż nasi dzielni cukiernicy wpisali do przepisu:

  • margarynę
  • możliwość stosowania syntetycznego olejku migdałowego
  • dopuścili orzeszki arachidowe w posypce…

Czy to nie zabija naszego prawa do smaku???

Pominę tu milczeniem fakt, że w tradycji rogale świętomarcińskie towarzyszyły nam wyłącznie w okolicach 11 listopada, teraz pod bardziej lub mniej oryginalnymi nazwami są dostępne przez cały rok i w całym kraju. Sprzedają je tanie sieci handlowe (pewnie w całej Polsce). I gdzie tu radość z wysyłania rogali do rodziny mieszkającej bliżej (w naszym przypadku np. do Łodzi), gdzie potrzeba mrożenia dla przyjaciół mieszkających w innych krajach, a czasem odwiedzających stolicę Pyrlandii?

Hmm…

I narasta gniew w ludziach dobrego smaku. I łączą się w grupy w mediach społecznościowych. I coraz więcej cukierni wypieka produkty z własnym „certyfikatem”. Na maśle, bez chemicznych dodatków, na prawdziwych jajkach nie proszku jajecznym. Oto przykładowy efekt:

fot. archiwum autora

Z przyczyn oczywistych nie podam wytwórcy, ale:

  • ciasto było pulchne i rozpływało się w ustach
  • masa makowa była lekka dzięki pianie z białek i pyszna zmielonymi migdałami
  • lukier bez dodatków kruszył się odsłaniają okruchy włoskich orzechów…

Można? MOŻNA!!!

Jakby ktoś chciał wiedzieć gdzie DZIEWIĘTNAŚCIE osób wyrabiało te pyszności to niech spyta Blanki. Z całą pewnością nie oni jedni zrobili prawdziwsze rogale.

Dla porównania mieliśmy także wyrób z certyfikatem z cukierni zajmującej punktowane miejsca w konkursach rogali świętomarcińskich. Porównanie smaków to jak porównanie Marszu Niepodległości w Stolicy Kraju z Imieninami Ulicy Święty Marcin w Stolicy Wielkopolski.

Tak swoją drogą, nawiązując do tytułu tego artykułu ciągle jeszcze marzy mi się „zintegrowane” Święto Niepodległości” w Poznaniu. Na Placu Adama Mickiewicza urządzamy trybunę honorową, wysłuchujemy przemówień okolicznościowych itd. W uroczystym pochodzie ulicą Św. Marcin maszeruje orkiestra wojskowa, która zajmuje miejsce obok trybuny. Następnie maszerują pododdziały Wojska Polskiego w uroczystym szyku, ze sztandarami. Za nimi Ochotniczy Reprezentacyjny Oddział Ułanów Miasta Poznania w Barwach 15 Pułku Ułanów Poznańskich. Ta grupa maszeruje do Placu Wolności, gdzie może odbywać się rodzaj pikniku „wojskowego” (choć w Poznaniu na taką imprezę może lepszy byłby powstańczy grudzień?). Za ułanami podąża Św. Marcin na koniu i za nim radosny sznur poznaniaków w różnych strojach, konno, pieszo i na różnych pojazdach. Z werblami, trąbkami, a może wesoło przygrywa im orkiestra garnizonowa?

Oj czy dożyję, żeby Święto Niepodległości szanowało naszych przodków, a jednocześnie było radosne i smaczne?

Wasz zatroskany

Krzysztof Mrowicki


Miła, czemu jesteś taka smutna, dojeżdżamy już do…

Relacja zatroskanego, podróżniczo-gastronomicznego korespondenta Chrisa… (czytaj link poniżej)

Relacja Chirsa__Dworzec Poznań